Wspominam o bieżących wydarzeniach muzycznych, mając na myśli niedzielny występ zespołu Young Gods w Krakowie. Stylowy szwajcarski kwartet zakończył tu swą minitrasę koncertową po Polsce, zaaranżowaną tuż po wydaniu ostatniej płyty Everybody Knows. Zespół stworzył osobliwą ścianę dźwięku, która jednak nie ogłuszała, lecz swym wibrowaniem prowadziła swoisty dialog z publicznością.Prócz całego niemal albumu Everybody Knows panowie zaprezentowali Skinflowers i Gasoline Man z krążka T.V. Sky. Energii – nie tylko muzycznej – którą promienieli podczas niemal dwugodzinnego koncertu, mogą im pozazdrościć niejedni wylakierowani chłopcy (np. gwiazdy jednego hitu – oszczędni aż do granic teatralności w swej obecności na scenie – Hurts). Taki trans, jaki wykreowali ojcowie ambientowego industrialnego rocka, można by porównać z najlepszą Portugalią czy Riberą del Duero. Ale! – była to hipnoza niepozbawiona lirycznej zwiewności nowozelandzkich viognierów czy rasowych chablis… [ale niestety takich bar nie serwował]
Zatem porzekadło – Kobiety są jak wino – im starsze, tym lepsze – można chyba uznać za prawdziwe tylko w połowie – tej dotyczącej płci pięknej.
PS Najstarsze wino, jakie piłam, to Château Canon 1er Grand Cru Classé Saint-Emilion, rocznik 1975. Znawcy orzekli, że swój najlepszy moment niestety ciut przeczekało… A mnie po prostu nie smakowało. Natomiast po niedzielnym koncercie z ręką na sercu mogę powiedzieć, że: Young Gods im starsi – tym lepsi.

0 komentarze:
Prześlij komentarz