<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440</id><updated>2011-10-12T08:26:12.781-07:00</updated><category term='Bryan Ferry'/><category term='Woolf'/><category term='chardonnay'/><title type='text'>CzasWina.blogspot.com</title><subtitle type='html'>Blog redakcji magazynu "Czas Wina" - największy polski magazyn winiarski na żywo!</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>16</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-3569871461739743824</id><published>2011-10-11T14:42:00.000-07:00</published><updated>2011-10-12T08:26:12.837-07:00</updated><title type='text'>Gus Gus czyli jak to się robi w Islandii</title><content type='html'>Jeśli chodzi o wino, to… w ogóle się nie robi, bo nie ma co ani jak. Kraj znajduje się poza geograficzno-przyrodniczymi możliwościami winiarskimi. Teoretycznie. Jeśliby tam kiedyś w odległej przyszłości miało powstać wino, to pokuszę się o stwierdzenie, że byłoby równie dziwne jak muzyka tam tworzona.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-umWB_jBV2-Y/TpS3M2Wy2KI/AAAAAAAAAE0/pBND0_1LZ7E/s1600/cd.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://4.bp.blogspot.com/-umWB_jBV2-Y/TpS3M2Wy2KI/AAAAAAAAAE0/pBND0_1LZ7E/s320/cd.jpg" border="0" width="225" height="225" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jeżeli chodzi o islandzkie zespoły/artystów muzycznych, najbardziej lubię obecnie Gus Gus. Kiedyś, owszem, w mej świadomości były Sigur Rós i Múm. I oczywiście Björk. Dziś pozostał jedynie lekki sentyment do całej tej paczki, a na fali transowej elektronicznej percepcji w obu komorach serca króluje obecnie kolektyw Gus Gus. Dziś w jego składzie jest 5 osób: trzech wokalistów i dwie osoby odpowiedzialne za tworzenie muzyki. Kwintet to doskonały, również na scenie, co można było naocznie i nausznie sprawdzić w ubiegłą niedzielę we wrocławskim klubie Eter. Zespół promuje swoją ostatnią płytę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Arabian Horse&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gus Gus zaserwowali około półtoragodzinny set muzyczny, transowy i energetyczny. Muzycy okazali się wirtuozami na scenie, bawiącymi się dźwiękami aż tak, że chyba niekiedy i najwięksi fani mieli problem z prawidłowym rozpoznaniem właśnie trwającego utworu. Choć koncert rozpoczął się bez niespodzianek, bo od &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Selfoss&lt;/span&gt; otwierającego ostatni album grupy, to w miarę jego trwania nic już nie było oczywistością. Suity płynnie przechodziły jedna w drugą. Tytułowy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Arabian Horse&lt;/span&gt;, dalej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Within You&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Changes Come&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Deep Inside&lt;/span&gt; i wreszcie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Magnified Love&lt;/span&gt;. Owszem – wszystko to świeże kompozycje. Muzycy przeplatali je jednak ze starszymi – niepostrzeżenie, gładko, filuternie. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Add This Song&lt;/span&gt; trwało chyba ze 20 minut! Wychodząc na bisy, zespól zaskoczył utworem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;David&lt;/span&gt; i absolutnie nie zdziwił singlowym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Over&lt;/span&gt;, którego zresztą domagała się publiczność. Z wcześniejszych kompozycji zabrakło bodaj (nie licząc tych z dwóch pierwszych albumów) tylko jednej – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hateful&lt;/span&gt; – a szkoda, bo Daníel Ágúst Haraldsson był w doskonałej formie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początkowo muzycy zdawali się być lekko zdziwieni aż tak gorącym i entuzjastycznym przyjęciem, ale w miarę rozwoju koncertowej sytuacji znaleźli wspólny eter z publicznością i bawili się i oni znakomicie. Tzw. „poszukiwanie szczęścia na podłodze” udzieliło się obu wokalistom, doskonale zresztą pląsającym po scenie. Nieważny był ich strój, nawiązujący raczej do stylu hipisowskiego lub gotyckiego niż markowo oznakowanego, częstego w house’owych kręgach muzyków i DJ’ów. Okazuje się, że długie włosy nie przeszkadzają w odtwarzaniu na żywo deep house'u ani w śpiewaniu takim, które wywołuje ciarki na plecach, a wokalizy i rozmaite tzw. herezje wokalne w ogóle słuchaczy nie dziwią…&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5UkDfFZFkrs/TpS3f21wl6I/AAAAAAAAAFA/XPINWQ_H_8M/s1600/band.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://2.bp.blogspot.com/-5UkDfFZFkrs/TpS3f21wl6I/AAAAAAAAAFA/XPINWQ_H_8M/s320/band.jpg" border="0" width="301" height="167" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że w przyszłości klimat nie zmieni się aż tak, że państwo ze stolicą w Reykjavíku będzie w stanie produkować na swym terenie wino. A jeśli Matka Natura okaże się dla Islandczyków w tym temacie nad wyraz łaskawa – tuczę, że jednak nie dożyję islandzkich win… Choć – patrząc przez perspektywę islandzkiej muzyki – może warto? Pinot noir o smaku rieslinga? A może syrah z niuansami sauvignon blanc?&lt;br /&gt;Hm... w tym momencie wolę jednak pinotage z Południowej Afryki...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-3569871461739743824?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/3569871461739743824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/10/gus-gus-czyli-jak-to-sie-robi-w_11.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/3569871461739743824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/3569871461739743824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/10/gus-gus-czyli-jak-to-sie-robi-w_11.html' title='Gus Gus czyli jak to się robi w Islandii'/><author><name>Agnieszka Lasota-Wojnicka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07121432369892517903</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-umWB_jBV2-Y/TpS3M2Wy2KI/AAAAAAAAAE0/pBND0_1LZ7E/s72-c/cd.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-6234161699299008538</id><published>2011-06-22T03:51:00.001-07:00</published><updated>2011-06-22T03:51:55.695-07:00</updated><title type='text'>Nie tak do końca do szklanki</title><content type='html'>Od wczoraj na winiarskich forach i blogach wrze dyskusja na temat oświadczenia ministra Sikorskiego, który stwierdził, że jest zbyt mało (jeżeli w ogóle) polskich win o odpowiedniej jakości by podawać je na oficjalnych przyjęciach podczas naszej prezydencji w Unii Europejskiej. W związku z powyższym MSZ postanowił, że na oficjalnych rautach i obiadach podawane będą wina naszych bratanków – Węgrów. Dodatkowo pikanterii całej sprawie dodała informacja o tajemniczej degustacji, która odbyła się w pałacyku ministerstwa, podczas której miano dojść do wniosku, że nasze wina prezentują zbyt niski poziom.&lt;br /&gt;Próbę rozwikłania zagadki i dojścia do mechanizmów wybierania i decydowania o winach w polityce podjął wczoraj Wojciech Bońkowski co na bieżąco referuje na swoim blogu. Dzięki Wojtku i brawo za determinację. Faktycznie ministerstwo coraz bardziej miesza się w zeznaniach. Dobrze by to wyjaśnić i dowiedzieć się kto i w jaki sposób dobiera trunki na najważniejsze stoły Rzeczypospolitej. &lt;br /&gt;Wracając jednak do naszych rodzimych win. To ja się trochę nie dziwię, że minister i jego degustatorzy mieli kłopoty z wybraniem odpowiednich win z polskim rodowodem. Naturalnie znamy kilka, może kilkanaście winnic, w których można spotkać dobre lub nawet bardzo dobre polskie wina – ale czy to wystarczy? Pamiętajmy, że na tego typu spotkaniach goście przyzwyczajeni są do trunków najwyższej klasy. A Polska jak na razie nie jest i pewnie nigdy nie będzie regionem winiarskim pierwszej ligi. Mamy natomiast po sąsiedzku kilka doskonałych regionów węgierskich, gdzie powstają wina, które od stuleci podawane były na polskich stolach. We dworkach, w pałacach i na królewskim dworze. Pewnie także podczas międzynarodowych spotkań. Trzymajmy się więc tradycji. Chwalmy się tym co mamy najlepsze, a nie tym co najlepsze mieć będziemy … kiedyś.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-6234161699299008538?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/6234161699299008538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/06/nie-tak-do-konca-do-szklanki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/6234161699299008538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/6234161699299008538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/06/nie-tak-do-konca-do-szklanki.html' title='Nie tak do końca do szklanki'/><author><name>Wojciech Giebuta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09234697350926381845</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_ETii8TLDEYY/TGpPRTaP8CI/AAAAAAAAAAM/AHNL1A4p5-I/S220/WG.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-7781710307246927800</id><published>2011-04-20T12:47:00.000-07:00</published><updated>2011-04-20T12:48:01.524-07:00</updated><title type='text'>Zacznijmy od jajka</title><content type='html'>Dlaczego tak trudno dobrać wino do najważniejszego „dania” na wielkanocnym stole? Z dwóch powodów – przez bardzo intensywny smak i zapach oraz przez strukturę żółtka, które zatyka nam kubki smakowe, ograniczając dostęp innych aromatów do naszych receptorów. Może to zbyt naukowo-fizjologicznie brzmi? W takim razie zróbmy eksperyment – spróbujmy „przepić” ugotowane jajko lekkim białym winem. I co? – I nic. Niczego nie poczujemy. Równie dobrze moglibyśmy pić czystą wodę. Natomiast gdy popijemy owo jajko czerwonym wytrawnym winem – jego smak także wyda nam się wodą, lecz taką stojącą od miesiąca w zardzewiałym wiadrze – czego ani winu, ani Państwu nie życzę.&lt;br /&gt;Jest jeden rodzaj wina, które da sobie radę z jajem. To wytrawne wzmacniane specjały z południa Europy. Na przykład andaluzyjskie sherry – manzanilla. To niezwykle wyraźne wino dzięki dojrzewaniu w beczkach i wyższej zawartości alkoholu (15%) jest na tyle intensywne, by przedrzeć się przez jajeczną ofensywę. W Hiszpanii mocno schłodzona manzanilla często podawana jest do tapasów – drobnych przekąsek podawanych w licznych barach. Są to różnego rodzaju wędliny, sery, omlety czy pieczone warzywa. Nasze wielkanocne śniadanie to też trochę takie tapasowe przyjęcie – zimne mięsa, wędliny, sałatki, no i jajka – manzanilla będzie jak znalazł. A na deser, do bakaliowych mazurków i makowców świetnym towarzyszem będzie słodka wersja andaluzyjskich win – sherry cream. Może warto zatem i to wino zapakować do wielkanocnego koszyczka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-7781710307246927800?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/7781710307246927800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/04/zacznijmy-od-jajka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/7781710307246927800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/7781710307246927800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/04/zacznijmy-od-jajka.html' title='Zacznijmy od jajka'/><author><name>Wojciech Giebuta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09234697350926381845</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_ETii8TLDEYY/TGpPRTaP8CI/AAAAAAAAAAM/AHNL1A4p5-I/S220/WG.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-3538389463785161191</id><published>2011-04-15T07:51:00.000-07:00</published><updated>2011-04-15T08:04:24.149-07:00</updated><title type='text'>Zupa z grilla</title><content type='html'>Nadal hucznie świętujemy pięćdziesiąte wydanie Czasu Wina, więc jezcze kilka wspomnieniowych zdań. &lt;br /&gt;Kilka lat temu wraz z naczelnym pojechaliśmy do Urugwaju za zaproszenie tamtejszego ministerstwa rolnictwa. Wiadomo – wyjazd dziennikarski – winnice od rana do wieczora, w każdej degustacja, a po degustacji poczęstunek – naturalnie coś regionalnego, co w danym kraju jest najlepsze. W Urugwaju – sprawa oczywista – tym „cosiem” jest asado – czyli pieczona na grillu wołowina. Mięso tak wysokiej jakości, że zdaniem autochtonów niewymagające macerowania, przyprawiania, a niekiedy nawet solidnego wypieczenia. Naturalnie trzeba spróbować, jest bardzo dobre – ale co za dużo, to nie zdrowo.&lt;br /&gt;Pierwszy posiłek – lunch – dostaliśmy asado, na obiad także niemal wyłącznie grillowane części wołu, a na kolację, tak dla odmiany – wołowina. Kto choć trochę zna Wojtka Gogolińskiego, wie, że uznaje on mięso jedynie w formie gulaszu lub bitek w sosie. A najlepiej, by to mięso było zupą – koniecznie z ziemniakami.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-BBpbIeFK6qU/TahdUgMIBwI/AAAAAAAAACQ/1t8UF983Ayg/s1600/Urugwaj%2B-%2BBodegas1%2B022.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-BBpbIeFK6qU/TahdUgMIBwI/AAAAAAAAACQ/1t8UF983Ayg/s320/Urugwaj%2B-%2BBodegas1%2B022.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595825143827400450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niestety, pierwszego dnia nie było nam dane spróbować niczego poza mięsami. Następnego dnia zaproszono nas do Mercado del Puerto – największej atrakcji kulinarnej Montevideo. Kto się jeszcze nie domyśla – prawie 90 procent dań to… grillowane na rusztach różne części wołowiny. Podano nam pełen wybór antrykotów, polędwic, wędlin i podrobów. Gogol zjadł jedną kiełbaskę i spasował. Ja usiłowałem wydłubać kawałki mięsa spośród żeber wołowych, natomiast towarzyszący nam dziennikarz, będący jednocześnie wykładowcą na jednej z polskich uczelni, zajadał z apetytem kolejne porcje krwistego mięsa, doceniając osiągnięcia urugwajskiej kuchni. Wojtek patrzył na to z miną wyrażającą równocześnie podziw i zniesmaczenie. Aż wreszcie przemówił. – Panie profesorze, krew panu cieknie po brodzie – zauważył uprzejmie i rzeczowo…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-yuBOcxQ9Ep8/Tahdxj_LhJI/AAAAAAAAACY/VJMT0bAdrWg/s1600/Urugwaj%2B-%2BBodegas1%2B023.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-yuBOcxQ9Ep8/Tahdxj_LhJI/AAAAAAAAACY/VJMT0bAdrWg/s320/Urugwaj%2B-%2BBodegas1%2B023.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5595825643063051410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tak było przez następne dni. Próbowaliśmy doskonałych tannatów i usiłowaliśmy jeść asado. Wojtek jadł coraz mniej. Chudł w oczach – bałem się, że jego waga może spaść poniżej stu kilogramów. Jeszcze bardziej zmartwiony był nasz przewodnik, mieszkający od lat w Montevideo Polak. Gdy po raz kolejny Gogol zapytał, czy naprawdę w całym Urugwaju nie da się zjeść normalnej zupy, nie wytrzymał i obiecał, że sam w takim razie ugotuje Wojtkowi zupę. A jaka ma być? – A kapuśniak! – odparł coraz bardziej wyczerpany Gogol. Jakież było nasze zdziwienie, gdy następnego dnia nasz przewodnik zaprezentował nam duży słój kapuśniaku – tak jak trzeba, z ziemniakami i boczkiem. Podczas odwiedzin w kolejnej bodedze, gdy przyszła pora obiadu i nieszczęsny kucharz już ściągał z rusztu kolejne porcje na pół surowego mięsa – my z nieskrywaną radością wyciągnęliśmy nasz kapuśniak, kazaliśmy go sobie podgrzać i podać. Nie wiem, co bardziej utkwiło mi w pamięci – osłupienie naszych gospodarzy czy dziecięca wręcz radość i szczęście malujące się na twarzy Wojtka, który w końcu mógł zjeść zupę. W dodatku zupę z ziemniakami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-3538389463785161191?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/3538389463785161191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/04/zupa-z-grilla.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/3538389463785161191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/3538389463785161191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/04/zupa-z-grilla.html' title='Zupa z grilla'/><author><name>Wojciech Giebuta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09234697350926381845</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_ETii8TLDEYY/TGpPRTaP8CI/AAAAAAAAAAM/AHNL1A4p5-I/S220/WG.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-BBpbIeFK6qU/TahdUgMIBwI/AAAAAAAAACQ/1t8UF983Ayg/s72-c/Urugwaj%2B-%2BBodegas1%2B022.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-8234425691308803501</id><published>2011-03-01T02:58:00.000-08:00</published><updated>2011-03-01T13:08:49.088-08:00</updated><title type='text'>Im starsze – tym lepsze?</title><content type='html'>Ten temat powraca jak bumerang na łamach naszego magazynu oraz w portalu „Czas Wina”. I dobrze - bo w przypadku wina i jego wieku pytanie to jest zasadne, nie ma jednej odpowiedzi. Ale gdy chodzi o pewien zespół ze Szwajcarii – pytanie to zdaje się być zgoła tendencyjne, a na pewno zadawane przez ignoranta niebędącego na bieżąco z muzycznymi wydarzeniami…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ivs5DY_1jSk/TWzR6-lc79I/AAAAAAAAABA/cdCavjTr4QY/s1600/images.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 225px; height: 225px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ivs5DY_1jSk/TWzR6-lc79I/AAAAAAAAABA/cdCavjTr4QY/s320/images.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579064849567903698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wspominam o bieżących wydarzeniach muzycznych, mając na myśli niedzielny występ zespołu Young Gods w Krakowie. Stylowy szwajcarski kwartet zakończył tu swą minitrasę koncertową po Polsce, zaaranżowaną tuż po wydaniu ostatniej płyty &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Everybody Knows&lt;/span&gt;. Zespół stworzył osobliwą ścianę dźwięku, która jednak nie ogłuszała, lecz swym wibrowaniem prowadziła swoisty dialog z publicznością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prócz całego niemal albumu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Everybody Knows&lt;/span&gt; panowie zaprezentowali &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Skinflowers &lt;/span&gt;i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gasoline Man&lt;/span&gt; z krążka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;T.V. Sky&lt;/span&gt;. Energii – nie tylko muzycznej – którą promienieli podczas niemal dwugodzinnego koncertu, mogą im pozazdrościć niejedni wylakierowani chłopcy (np. gwiazdy jednego hitu – oszczędni aż do granic teatralności w swej obecności na scenie – Hurts). Taki trans, jaki wykreowali ojcowie ambientowego industrialnego rocka, można by porównać z najlepszą Portugalią czy Riberą del Duero. Ale! – była to hipnoza niepozbawiona lirycznej zwiewności nowozelandzkich viognierów czy rasowych chablis… [ale niestety takich bar nie serwował]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem porzekadło – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kobiety są jak wino – im starsze, tym lepsze&lt;/span&gt; – można chyba uznać za prawdziwe tylko w połowie – tej dotyczącej płci pięknej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   &lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-MYlFNdX_KVI/TWzSS8MvmYI/AAAAAAAAABY/wl-OePGbDT0/s1600/www.younggods.com.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-MYlFNdX_KVI/TWzSS8MvmYI/AAAAAAAAABY/wl-OePGbDT0/s320/www.younggods.com.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5579065261244258690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable  {mso-style-name:Standardowy;  mso-tstyle-rowband-size:0;  mso-tstyle-colband-size:0;  mso-style-noshow:yes;  mso-style-parent:"";  mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;  mso-para-margin:0cm;  mso-para-margin-bottom:.0001pt;  mso-pagination:widow-orphan;  font-size:10.0pt;  font-family:"Times New Roman";  mso-ansi-language:#0400;  mso-fareast-language:#0400;  mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;PS Najstarsze wino, jakie piłam, to Château Canon 1er Grand Cru Classé Saint-Emilion, rocznik 1975. &lt;/span&gt;Znawcy orzekli, że swój najlepszy moment niestety ciut przeczekało… A mnie po prostu nie smakowało. Natomiast po niedzielnym koncercie z ręką na sercu mogę powiedzieć, że: Young Gods im starsi – tym lepsi.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-8234425691308803501?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/8234425691308803501/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/03/im-starsze-tym-lepsze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/8234425691308803501'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/8234425691308803501'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/03/im-starsze-tym-lepsze.html' title='Im starsze – tym lepsze?'/><author><name>Agnieszka Lasota-Wojnicka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07121432369892517903</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ivs5DY_1jSk/TWzR6-lc79I/AAAAAAAAABA/cdCavjTr4QY/s72-c/images.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-2343354012414852235</id><published>2011-01-15T03:27:00.000-08:00</published><updated>2011-01-23T07:15:44.650-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bryan Ferry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Woolf'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chardonnay'/><title type='text'>Chardonnay i Bryan Ferry</title><content type='html'>Nigdy o tej porze, gdy jestem w towarzystwie przyjaciół lub raczej ludzi, których cenię i którzy są dla mnie ważni i bliscy z rozmaitych powodów, nie zastanawiam się, czy dobrze wybrałam…     &lt;p class="MsoNormal"&gt;Jest dosyć późna pora, bo 2.39. Do rana coraz bliżej i nie wiadomo już, czy zostać na nogach, czy paść bezbronnie na łóżko (Virginia Woolf nie miałaby tego problemu). Sytuacja bycia jedynym &lt;i&gt;homo sapiens &lt;/i&gt;na tych zamkniętych kilkudziesięciu metrach kwadratowych (bo przecież kotów ani pasztetu sojowego w piekarniku liczyć nie mogę, choć i ci pierwsi i ten drugi przejawiają oznaki człowieczeństwa – o tak!) to poniekąd sytuacja bardziej komfortowa, niż gdybym była w towarzystwie i sączyła od kilku godzin (jakiś) alkohol.&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_VxR985KYHFs/TTIuzk4lqLI/AAAAAAAAAAs/t0qtGLt7gN4/s1600/by%2BEdy%2BLuigi-Tigre.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 200px; height: 124px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_VxR985KYHFs/TTIuzk4lqLI/AAAAAAAAAAs/t0qtGLt7gN4/s200/by%2BEdy%2BLuigi-Tigre.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5562559953365215410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niejeden zatrzyma się w tym miejscu i zastanowi, jak długo jeszcze enigma ta potrwa. Już niedługo! Bo – chodzi mi oczywiście o – wino. Tzw. nocne Polaków rozmowy lub nawet ich brak, a w zamian – wielość rozmaitych przemyśleń nad miską mielonej soi lub krnąbrnych marchewek i pietruszek [kto choć raz mielił warzywa niedawno zakupioną maszynką, ten wie, że czasem nie jest to bułka z masłem!] – przywołuje chęć towarzysza w postaci wina. Bo wino służy rozmowie, rozmyślaniom, dyskusjom etc.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Na powyższe okazje niezmiennie kuszą mnie białe wytrawne &lt;i&gt;szardoneje &lt;/i&gt;– jak wymawia nazwę tego szczepu moja dobra koleżanka, a ja nie mam odwagi jej poprawić… Moim zdaniem są najlepsze na długie imprezy, przyjęcia, czy też zwyczajne posiadówy, podczas których słowa płyną niczym rwące rzeki, a interaktywnych rozmów doświadcza każdy, choć może nie każdy wie, że można by je tak nazwać. Uwielbiam takie wieczory! Bardzo długie wieczory! Soczyste noce pełne bogatych słów, za którymi potem się tęskni, bo wracają nieczęsto. &lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wybieram zatem chardonnay. I zwykle mam zgodę towarzystwa uczestniczącego w seansie &lt;i&gt;nocnych Polaków rozmów&lt;/i&gt; na to właśnie wino – wytrawne chardonnay. Zazwyczaj wystarcza moje zapewnienie, że jutro głowa nie będzie boleć. (To również znaczący argument! A docenić go można zwłaszcza &lt;i&gt;a posteriori…) &lt;/i&gt;I już wtedy nieważne jest czy beczka była, czy nie. Jeno lekkość, owoce, polot dobrego (felietonu?)… To się liczy.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Prawda to, czy fałsz???&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;PS Idealnym muzycznym towarzyszem podczas opisanego powyżej wieczoru był ostatni album &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bryana Ferry’ego „Olympia”&lt;/span&gt;. Bo trzeba umieć ze sceny &lt;i&gt;zacząć &lt;/i&gt;schodzić – NIEPOKONANYM (a to dość trudna sztuka, Ferry ma 64 lata i choć wcale na muzyczną emeryturę się nie wybiera, to wielu może mu pozazdrościć stylu bycia na scenie już kilkadziesiąt przecież lat). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/TTbiDO6fnHI/AAAAAAAAADU/n1KVpE3Wi4Y/s1600/Bryan%2BFerry-small.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/TTbiDO6fnHI/AAAAAAAAADU/n1KVpE3Wi4Y/s320/Bryan%2BFerry-small.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;„Olympia” to mistrzostwo dojrzałego artysty. Nagrane razem z kolegami z Roxy Music! Niektóre utwory oszlifowane zostały z kolei przez młodych artystów (Groove Armada, Tiga). Zwinne i zwiewne kompozycje okraszone niezmiennie charakterystycznym, stylowym, eleganckim wokalem… Takie, jakie tygrysy lubią najbardziej. „Olympia” w skali Parkera to jakieś 96 punktów.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-2343354012414852235?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/2343354012414852235/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/01/chardonnay-i-bryan-ferry_15.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/2343354012414852235'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/2343354012414852235'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/01/chardonnay-i-bryan-ferry_15.html' title='Chardonnay i Bryan Ferry'/><author><name>Agnieszka Lasota-Wojnicka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07121432369892517903</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_VxR985KYHFs/TTIuzk4lqLI/AAAAAAAAAAs/t0qtGLt7gN4/s72-c/by%2BEdy%2BLuigi-Tigre.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-40945642917785278</id><published>2011-01-11T09:37:00.000-08:00</published><updated>2011-01-17T00:32:17.228-08:00</updated><title type='text'>Kup pan działkę</title><content type='html'>W grudniu Decanter podał, że w Burgundii miała miejsce dość duża i ważna transakcja handlowa. Za kwotę 12,3 miliona euro zostało zakupione 7 hektarów winnic w Meursault. W tym areale znalazło się kilka wyjątkowych działek w klasie premier cru, oraz posiadłość Domaine Rene Manuel. Dla porównania – jakby ktoś miał ochotę – to do kupienie jest także 7-hektarowa winnica w Bordeaux, w apelacji Pessac Leognan wraz z „uroczym château” – w dużo niższej cenie bo jedynie za 6,9 miliona euro. Dla porównania hektar najlepszej winnicy w Mendozie można dostać już za 10 000 dolarów. Ale jak wiadomo ziemia we Francji, a szczególnie w dwóch najsłynniejszych regionach winiarskich świata jest wyjątkowo droga.&lt;br /&gt;Droga – ale nie najdroższa. W ubiegłym roku mieszkańcy Krakowa z zapartym tchem obserwowali negocjacje dotyczące wykupu niewielkiej działki należącej do krakowskich norbertanek, która przez niedopatrzenie znalazła się w samym środku parkingu nowego stadionu Cracovii. Miasto chciało wykupić zapomniany przez geodetów kawałek gruntu ale… siostry wyliczyły, że owe 500 metrów kwadratowych warte jest bagatela 250 000 euro. Finał jest taki, że inwersor działki nie kupił i kawal ziemi leży odłogiem. Norbertanki na razie nie pozwalają zasadzić tam nawet trawy. Gdy jeżdżę tamtędy do pracy – zastanawiam się czy może udało by się namówić siostry na zasadzenie choćby kilku krzewów winorośli – dajmy na to ronda lub jutrzenki. To byśmy dopiero mieli terroir!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-40945642917785278?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/40945642917785278/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/01/kup-pan-dziake.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/40945642917785278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/40945642917785278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2011/01/kup-pan-dziake.html' title='Kup pan działkę'/><author><name>Wojciech Giebuta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09234697350926381845</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_ETii8TLDEYY/TGpPRTaP8CI/AAAAAAAAAAM/AHNL1A4p5-I/S220/WG.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-6153717192944267419</id><published>2010-12-23T03:02:00.000-08:00</published><updated>2010-12-23T03:03:27.025-08:00</updated><title type='text'>Wino do kolacji wigilijnej?</title><content type='html'>Szybkim krokiem zbliżają się święta. Będzie Wigilia – najpiękniejsza, najważniejsza i najbardziej wyczekiwana kolacja w całym roku. Przygotowania do niej rozpoczną się kilka dni wcześniej. Ze spiżarni wyciągniemy zbierane latem borowiki na farsz do uszek. U jednej jedynej baby na Kleparzu kupimy kiszoną kapustę na pierogi i suszone owoce na kompot. Wszystko starannie wybrane, w najwyższym gatunku. &lt;br /&gt;Gdy nadejdzie 24 grudnia z kredensów wyciągniemy świąteczną porcelanę, posrebrzane sztućce po dziadkach i stary haftowany obrus. A wszystko po to by gdy zaświeci pierwsza gwiazdka, połamać się opłatkiem i zasiąść wspólnie do uroczystej wieczerzy. &lt;br /&gt;Jestem przekonany, że tego dnia na stole nie powinno zabraknąć wyśmienitych win. W wielu polskich domach wino nadal traktuje się jak każdy inny alkohol, na równi z wódką i zamyka się mu drogę na wigilijny stół. Myślę, że to nie dobrze. Przecież odpowiednio dobrane wino podniesie wartość każdej potrawy i wyniesie ja na wyżyny smaku. Skoro tak nam zależy na najlepszym smaku pierogów, że ostatkiem sił biegniemy przez całe miasto by kupić idealną kapustę to dlaczego nie mamy podać do nich wyjątkowego Pinot Gris lub Reislinga? Słynny świąteczny makowiec, choćby nie wiem jak pełen bakalii i tak lepiej smakował będzie, gdy podamy do niego lampkę Tokaju z późnego zbioru lub starej sherry. Zachęcam zatem, żeby w ferworze przedświątecznych sprawunków znaleźć chwilę czasu na wybranie odpowiednich win na tą szczególną okazję.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-6153717192944267419?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/6153717192944267419/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/12/wino-do-kolacji-wigilijnej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/6153717192944267419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/6153717192944267419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/12/wino-do-kolacji-wigilijnej.html' title='Wino do kolacji wigilijnej?'/><author><name>Wojciech Giebuta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09234697350926381845</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_ETii8TLDEYY/TGpPRTaP8CI/AAAAAAAAAAM/AHNL1A4p5-I/S220/WG.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-410922090087873110</id><published>2010-08-17T02:10:00.000-07:00</published><updated>2010-08-17T02:37:22.421-07:00</updated><title type='text'>Do Tokaju miły bracie</title><content type='html'>Niebawem kolejny wyjazd na moje ukochane Węgry. Tym razem wino, muzyka i śpiew. Już za dwa dni słuchając muzyki w futurystycznym garażu winiarni Disznoko będę śnił o czekającej mnie degustacji tamtejszych aszú.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-410922090087873110?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/410922090087873110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/do-tokaju-miy-bracie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/410922090087873110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/410922090087873110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/do-tokaju-miy-bracie.html' title='Do Tokaju miły bracie'/><author><name>Wojciech Giebuta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09234697350926381845</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_ETii8TLDEYY/TGpPRTaP8CI/AAAAAAAAAAM/AHNL1A4p5-I/S220/WG.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-7116783914380529025</id><published>2010-08-16T07:37:00.003-07:00</published><updated>2011-01-17T07:45:34.331-08:00</updated><title type='text'>Idąc cmentarną alejką…</title><content type='html'>Wino i religia złączone są dość ściśle. U muzułmanów przez zakaz spożywania, u chrześcijan przez transfigurację, u żydów przez symbolikę Przymierza. Tak czy owak, wino jest bliżej Boga, niż nam się wydaje. Podobnie jak winogrodnik.&lt;br /&gt;Nie do końca jesteśmy tego świadomi, ale w trakcie każdej Mszy Świętej kapłan przypomina nam i o winogrodniku, i o szczepie, gdy dyskretnie wypowiada słowa: „Błogosławiony Jesteś Panie Boże Wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy wino, owoc winnego krzewu oraz pracy rąk ludzkich...” Profesja winogrodnika jest niewątpliwie pobożnym zajęciem. To w końcu zasługa zakonników, że winiarstwo tak znaczących krain jak Burgundia, czy Jego Wysokość Nowy Świat, rozwijało się i dostarczało na nasze stoły naprawdę wspaniałe wina.&lt;br /&gt;Cała ta opowieść i refleksja, która jej towarzyszy, wzięła się z mojej niedawnej podróży przez Burgundię. Nie wiem zupełnie dlaczego nie zwróciło to wcześniej mojej uwagi, ale w nawet w najbardziej prestiżowych apelacjach, w samym sercu winnicy spotyka się małe, kameralne cmentarzyki. Z jednej strony są one urocze, otoczone  murem, dobrze nasłonecznione (wszak mają jak najbardziej poprawną orientację stoków). Z drugiej strony można uznać je chyba za nieco kontrowersyjne, wszak korzenie krzewów winnych sięgają w głąb i czerpią z gleby, na której rosną. Z trzeciej strony, ziemia w tych rejonach osiąga ceny dużo powyżej miliona euro za hektar. Więc nawet działka cmentarna warta jest sporo. Ale czy w obliczu przemijania wartość tej ziemi i utracone ze cztery butelki wina rocznie mają jakieś znaczenie?&lt;br /&gt;Zawsze brakowało mi czasu, by wejść, zajrzeć i poczytać nagrobne epitafia, kto na tych cmentarzach jest pochowany i kiedy. Czy to właściciele winnic, czy raczej robotnicy, którzy spędzili tu większość życia i oddali tej ziemi swoją pasję, a na końcu nawet doczesne szczątki.&lt;br /&gt;We Francji ta część wina, która ulatnia się z beczki podczas dojrzewania, nazywana jest „działką aniołów”. Powinniśmy wierzyć, że niebo jest pełne dobrych winogrodników. Niech więc też mają swoje małe, anielskie działki na małych cmentarzach pośród winnych krzewów…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst: Szymon St. Kamiński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-7116783914380529025?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/7116783914380529025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/idac-cmentarna-alejka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/7116783914380529025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/7116783914380529025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/idac-cmentarna-alejka.html' title='Idąc cmentarną alejką…'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-376676752649310660</id><published>2010-08-09T07:37:00.000-07:00</published><updated>2011-01-17T07:44:56.721-08:00</updated><title type='text'>Trentino</title><content type='html'>Blogu mój,&lt;br /&gt;Nadal nie wiem, kim jesteś i nie rozumiem więzi, która mnie z Tobą łączy. Nie pojmuję dialogu, który polega na moim monologu. Mimo to pozdrawiam Cię serdecznie. Jesteś kawałkiem mnie, ale mnie tu nie ma, bo podróżuję. &lt;br /&gt;Z Polski dochodzą niepokojące wieści o podtopieniach, powodziach i innych katastrofach spowodowanych przez wodę. Ja oddycham z ulgą, ba – triumfuję! Jestem jedną z niewielu osób, która otwarcie przyznaje się do tego, że nie lubi wody. No, nie do końca. Przecież uwielbiam pływać. Ciepłe morze, basen, jacuzzi…&lt;br /&gt;Codziennie rano, przy śniadaniu, raczej nie piję kawy ani herbaty, tylko wodę właśnie. Myję się bardzo regularnie. Myję też samochód. Mam kaloryfery. Woda jest więc OK. Ale nie przy dobrym, wykwintnym posiłku. Wtedy musi być wino. &lt;br /&gt;A w Polsce, w Krakowie, podobno wszędzie jest woda. U mnie w Trydencie – wina. Wielkie wina. Niesamowite, jak szybko potrafię się asymilować tam, gdzie kuchnia i wino roztacza przede mną choć troszkę większe możliwości, niż gdy wakacje spędzam w domu…&lt;br /&gt;Pamiętacie Państwo miasto Trydent, to od słynnego soboru? Północne Włochy, nieco poniżej Górnej Adygi, zwanej przez germańskie i inne barbarzyńskie ludy Południowym Tyrolem. W sercu miasta znajduje się katedra z XII wieku. Plac katedralny otaczają gotyckie budowle, głównie mieszczańskie kamienice. Poza miastem doliny są zadziwiająco płaskie, na szczęście gęsto obsadzone winoroślą. Natomiast zbocza piętrzą się na ponad 3 tysiące metrów powyżej poziomu morza. Słońce! Mili ludzie! Wino! Jedzenie! I pomyśleć, że zaledwie sto lat temu krakowianie i trydentczycy byli rodakami w państwie Habsburgów. Dziś oni mają autonomiczną prowincję i męczą się z Rzymem, a my – bez żadnej autonomii – męczymy się z Warszawą... &lt;br /&gt;Jestem w grupie dziennikarzy, czyli zbieraninie osób do mnie podobnych z całej północnej Europy. Mamy poznawać trydenckie wina. Pierwsze spotkanie prasowe zaaranżowano w willi, która była przez wieki letnią rezydencją biskupów Trydentu. Dziś należy do wytwórni Cavit. Siadamy do degustacji. Jej przebieg nie do końca jest zgodny z założonym wcześniej scenariuszem, ale to dobrze. Głównodowodzący imprezą szef do spraw komunikacji w tej winiarni, Luciano (poświęcił niedzielę, by spotkać się z nami, ale chyba trochę mu głupio, bo do marynarki ubrał adidasy) co chwilę wymyśla nowe roczniki i każe personelowi otwierać kolejne butelki. &lt;br /&gt;Przy tym słucha nas, naszych opinii i uwag. Zadaje nam sensowne pytania. Po sympatycznej wymianie zdań, po całej tej długiej dyskusji, mówi do nas: „Dziennikarze piszący o winie nie są od tego, by przekazywać czytelnikom i konsumentom poważną wiedzę. Opowiadajcie im raczej o naszej pasji, o fascynacji, o atmosferze, jaka towarzyszy winom. O przyjemności, o tym, czym wino jest dla Was i czym może być dla nich. Amen.” Przyznają Państwo, że facet ma rację... No to na razie. Kończę. Grazie, Luciano!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst: Szymon St. Kamiński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-376676752649310660?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/376676752649310660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/drogi-moj-blogu.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/376676752649310660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/376676752649310660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/drogi-moj-blogu.html' title='Trentino'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-8929837249381163735</id><published>2010-08-02T07:36:00.000-07:00</published><updated>2011-01-17T07:45:53.805-08:00</updated><title type='text'>Pizza z panem Franciszkiem</title><content type='html'>Dziś na kolację robię domową pizzę. To nic trudnego, zabiera to tyle czasu, co dogadanie się z panienką z call center jakiejś sieciowej pizzerii, plus ich pieczenie, plus dojazd zdezelowanym polonezem, chyba, że jest upgrade na skuter. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robię ciasto jak zwykle „na oko”, ale spróbuję odtworzyć proporcje. W wielkim rondlu 30 g drożdży rozpuszczam w szklance cieplej wody, dodaję sól i odrobinę cukru. Czekam kilka minut, buszując w międzyczasie po lodówce w poszukiwaniu fajnych dodatków. Gdzie ten cholerny ser?!?! Wsypuję odrobinę mąki, mieszam włoską drucianą trzepaczką, by mieć jednolitą masę. Dalej dosypuję mąkę. &lt;br /&gt;Gdy trzepaczka napotyka już na zbyt duży opór, przechodzę na wyrabianie ręczne. Zaczynam od dodania 2–3 łyżek oliwy z oliwek i jeszcze dosypuję mąkę, aż do powstania ciasta o odpowiedniej konsystencji. (Proszę nie pytać, co to jest odpowiednia konsystencja.) Nie chcę brudzić stolnicy, więc posypuję blachę z piekarnika mąką i na niej rozwałkowuję połowę ciasta. Druga połowa będzie rozwałkowana na drugiej blasze i mam oto gotowy spód pod dwie pizze. Pomińmy opowieść o układaniu dodatków i cytowaniu reguł, jakich należy przy tym przestrzegać. &lt;br /&gt;Czekam na pizzę, aż się upiecze i przypominam sobie stare dzieje. Konkretnie czasy, gdy byłem jeszcze małą dziewczynką, miałem zaplecione warkoczyki i siedziałem w pierwszej ławce na kursie dla młodych sommelierów. Jednym z naszych nauczycieli był wtedy renomowany, bardzo doświadczony włoski enolog Franco Pastore. Po znakomitych wykładach zasypywaliśmy go oczywiście masą pytań. &lt;br /&gt;Szczególnie zapamiętałem taką ciekawą rozmowę. Ktoś z moich kolegów zapytał, jak poradzić sobie z wielodaniową, elegancką kolacją, kiedy to konieczność podawania win lekkich i poważniejszych, białych i czerwonych przeplata się nieustannie i trudno trzymać się kanonu: białe przed czerwonymi, cięższe po lekkich, słodsze po wytrawnych. Franco uśmiechnął się i odpowiedział, że przecież miała to być e l e g a n c k a kolacja, a więc góra dwa dania plus dwa wina i to zawsze da się sensownie skomponować. – Zaraz, zaraz, Franco – zerwałem się na równe nogi – przecież to Twoi rodacy nauczyli mnie, że jak mam gości, to podaję sekwencję: antipasti (przystawki), primi (dania pierwsze, z reguły risotto albo makaron), zuppe (zupy), secondi (drugie dania), formaggi (sery), dolci (desery) i jeszcze na koniec caffé. Wychodzi jak nic: sześć dań i sześć win do tego! A Franco z tym samych uśmiechem: – To, o czym mówisz, to zwykłe obżarstwo. A miała być  e l e g a n c k a kolacja. Elegancji musi towarzyszyć prostota. Dwa dania i dwa wina. Basta cosí! &lt;br /&gt;Jeszcze ciekawiej było, kiedy Franco nam zadawał pytania. Jak myślicie, dlaczego butelka wina ma zwykle pojemność 0,75 litra? Nie mieliśmy pojęcia. Każda hipoteza wydawała się niedorzeczna. W końcu Franco zdradził nam prawdę: – Bo to jest dokładnie tyle, ile dwie osoby, najlepiej mężczyzna i kobieta, powinni wspólnie wypić do jednego posiłku. Jednak gdyby wszyscy ludzie byli tacy jak ja i Szymon (to do mnie!), butelki byłyby zapewne znacznie pojemniejsze...&lt;br /&gt;Kolejne pytanie od Franco: – Jakie wino polecilibyście do pizzy? – Białe, beczkowane, bo to danie z pieca! – wyrywa się klasowy prymus. –  Ależ skąd, decydują dodatki! – woła ktoś z drugiego końca sali. Burza mózgów i… brak efektu. A Franco z uśmiechem odpowiada: –  Sommelierzy we Włoszech raczej są zgodni. Do pizzy najlepiej pasuje szklanka dobrego zimnego piwa! &lt;br /&gt;Ja tu piszę, a pizza w piecu. Mam nadzieję, że jeszcze się nie spaliła. Dylemat: biec do lodówki po piwo, czy prosto do piekarnika? Tak czy owak – niech żyje Franco Pastore!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst: Szymon St. Kamiński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-8929837249381163735?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/8929837249381163735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/pizza-z-panem-franciszkiem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/8929837249381163735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/8929837249381163735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/pizza-z-panem-franciszkiem.html' title='Pizza z panem Franciszkiem'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-678869700917442549</id><published>2010-07-26T07:21:00.000-07:00</published><updated>2010-08-16T07:41:48.928-07:00</updated><title type='text'>Witam wszystkich serdecznie.  Tu Szymon St. Kamiński.</title><content type='html'>Chciałem wygłosić... to znaczy „wyklikać” bardzo ważne oświadczenie. &lt;br /&gt;Otóż, nigdy nie pisałem bloga. Powiem więcej, ja nigdy nie czytałem żadnego cudzego bloga! Nie za bardzo wiedziałem więc, na co się zgadzam, gdy redakcja „Czasu Wina” zaproponowała mi blogowanie w wydaniu internetowym. Na szczęście ktoś życzliwy objaśnił mi, że to tak jak pisanie felietonów, tyle że częściej i ma być więcej osobistych wynurzeń. Co kogo mogą u diabła obchodzić moje wynurzenia? &lt;br /&gt;Na szczęście, myślę sobie, coraz więcej mojego życia zawodowego i prywatnego wypełnia wino i gastronomia. A to są dwa wymiary ludzkiej egzystencji, gdzie rzeczywiście miło się dzielić z innymi wrażeniami, doznaniami, czasem pochwalić, częściej (jak to w Polsce) ponarzekać. Myślę więc, że dam radę i nie zanudzę Państwa na śmierć. &lt;br /&gt;Sprawę ułatwia mi trochę plan wyjazdowy. W najbliższym czasie zamierzam bowiem przejechać przez cztery ważne regiony winiarskie: Burgundię, Szampanię, Trentino i Penèdes. Wylano już może atramentu, aby opisać winiarstwo tych krain. U mnie będzie zdrowa proporcja, bo zawsze zbaczam z trasy, by zobaczyć miejsca warte uwagi, nawet jeśli z winem nie mają wiele wspólnego. Nie samym winem żyje człowiek... – jak mówi Pismo. Poza tym nawet jak nie wyjeżdżam, to staram się odżywiać raczej dość pysznie i w miarę regularnie. Mam na to licznych świadków. &lt;br /&gt;Będzie o czym czytać, zapewniam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-678869700917442549?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/678869700917442549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/witam-wszystkich-serdecznie-tu-szymon.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/678869700917442549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/678869700917442549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/08/witam-wszystkich-serdecznie-tu-szymon.html' title='Witam wszystkich serdecznie.  Tu Szymon St. Kamiński.'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-88073684405389727</id><published>2010-07-19T04:19:00.001-07:00</published><updated>2010-07-19T06:22:54.591-07:00</updated><title type='text'>Co pija redakcja?</title><content type='html'>Redakcja postanowiła w końcu odsłonić jedną  ze swoich tajemnic... W najnowszym numerze przyznajemy się, które wina  najczęściej goszczą na naszych prywatnych stołach. Będziecie mogli  zerknąć do kieliszków pięciu naszych specjalistów od wina : naczelnego, Wojtka Giebuty, Pawła Gąsiorka, Doroty Romanowskiej i Artura Boruty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie porozumiewając się ze sobą, każdy z naszej piątki wybrał swoje najbardziej – z różnych powodów – ulubione wino i cichaczem go opisał. Każdy też dostał tyle samo miejsca na łamach. Całość zebrała nasza sekretarz redakcji. Otoczyła wszystko wielką tajemnicą i nie uchyliła żadnego jej rąbka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj! Co to się działo, kiedy podczas łamania pisma, sprawa się „rypła”. Ale na jakiekolwiek zmiany, było już za późno...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-88073684405389727?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/88073684405389727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/07/co-pija-redakcja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/88073684405389727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/88073684405389727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/07/co-pija-redakcja.html' title='Co pija redakcja?'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-3957098259366894231</id><published>2010-07-19T03:59:00.000-07:00</published><updated>2010-07-19T03:59:42.412-07:00</updated><title type='text'>Już w poniedziałek nowy numer!</title><content type='html'>Wielkie odliczanie rozpoczęte! Już w poniedziałek nowy numer przyjedzie do naszej redakcji - jeszcze ciepłe egzemplarze od razu wysyłamy prenumeratorom. Pozostali muszą poszukać w empikach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale do rzeczy - jak zwykle mamy dwa główne tematy numeru, tym razem są to argeńtyńska Mendoza i Rumunia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Mendoza&amp;nbsp; &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Mendoza to synonim argentyńskiego winiarstwa w ogóle, jego kwintesencja. Największy dostarczyciel wina w tym kraju, gdzie produkcja masowa ściera się z wyrafinowanym, artystycznym winiarstwem i gdzie swoje winnice mają najwięksi i najsłynniejsi gracze na świecie, a także wielu znanych winemakerów z Michelem Rollandem na czele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rumunia&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rumunia znajduje się dziś około 12. miejsca na liście największych producentów win. Ale jest to – w co może mało kto uwierzy – pozycja daleko przed Węgrami, Grecją czy Austrią, a tuż za Chile.&lt;br /&gt;Chyba każdy, kto interesuje się winem, słyszał o cotnari i murfatlarze, ale o słynnym pinot noir z Dalul Mare – już nie wszyscy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rumunia stoi bowiem nieprawdopodobną różnorodnością (bodaj największą w winiarskiej Europie) mikroklimatów. Są tu miejsca, gdzie niemal każdy nieco większy obszar winiarski to osobne siedlisko. W jednym miejscu fantastycznie udaje się cabernet sauvignon, a kilka kilometrów dalej zrobienie wina z tej odmiany graniczy z cudem.&amp;nbsp; Zapraszamy Państwa w czas kanikuły do odwiedzenia południowej, leżącej przy granicy z Serbią, części Rumunii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-3957098259366894231?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/3957098259366894231/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/07/juz-w-poniedziaek-nowy-numer.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/3957098259366894231'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/3957098259366894231'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/07/juz-w-poniedziaek-nowy-numer.html' title='Już w poniedziałek nowy numer!'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6199409517571046440.post-6812522136919121691</id><published>2010-07-07T06:50:00.001-07:00</published><updated>2010-07-07T06:50:05.626-07:00</updated><title type='text'>Zapraszamy!</title><content type='html'>Wkrótce blog redakcyjny !&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6199409517571046440-6812522136919121691?l=czaswina.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czaswina.blogspot.com/feeds/6812522136919121691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/07/zapraszamy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/6812522136919121691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6199409517571046440/posts/default/6812522136919121691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czaswina.blogspot.com/2010/07/zapraszamy.html' title='Zapraszamy!'/><author><name>Wojciech Gogoliński</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_98qtTefqzgg/S9hK-70KKRI/AAAAAAAAABg/mBa3y4eLfAA/S220/gogolek.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
